Logo UNESCO znają turyści z całego świata. Nic dziwnego. Tym niepozornym symbolem, oznacza się dobra ważne dla całej ludzkości, niosące wyjątkową wartość, przekraczającą granice narodowe. Na mapie Podkarpacia znajdziemy aż sześć takich obiektów.

Podkarpackie świątynie znalazły się na Liście dzięki dwóm wpisom seryjnym – kościoły w Bliznem i Haczowie w ramach wpisu Drewniane kościoły południowej Małopolski (wraz z innymi obiektami w województwie małopolskim, a podkarpackie cerkwie w Chotyńcu, Radrużu, Smolniku i Turzańsku w ramach wpisu Drewniane cerkwie w polskim i ukraińskim regionie Karpat (wraz z innymi obiektami w Małopolsce i na Ukrainie).

Są wśród nich dwa drewniane gotyckie kościoły w Bliznem i Haczowie oraz cztery unikatowe cerkwie w Chotyńcu, Radrużu, Smolniku i Turzańsku.  Każdą z tych świątyń bezwzględnie warto odwiedzić. Wpis na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO to niepodważalna rekomendacja, szczególnie biorąc pod uwagę wyśrubowane wymagania, jakie stawia komisja zajmująca się wpisami. Przede wszystkim każde dobro wpisane na Listę musi posiadać wyjątkową uniwersalną wartość, której znaczenie przekracza granice narodowe i jest ważne dla całej ludzkości.

W przypadku drewnianych kościołów o ich wybitnej wartości świadczy fakt, że są to doskonale zachowane i jedne z najstarszych drewnianych kościołów gotyckich. Nie bez znaczenia jest też ich autentyzm, wkomponowanie w krajobraz oraz fakt, że powstawały jako fundacje rodzin szlacheckich i były symbolem ich prestiżu.

Natomiast w odniesieniu do cerkwi szczególnie istotnym jest, że są to wyjątkowe i najbardziej reprezentatywne przykłady cerkwi zbudowanych w konstrukcji zrębowej, które ilustrują rozwój architektury cerkiewnej na przestrzeni wieków. Co więcej, uznano je za zjawisko unikatowe, występujące na określonym obszarze – na styku kulturowym Wschodu i Zachodu.

Ale to nie wszystkie powody, by odwiedzić podkarpackie drewniane świątynie wpisane na listę UNESCO. Przeczytajcie więcej o każdej z tych wyjątkowych świątyń…

 

HACZÓW

- A w bok, na wysokościach

siwe drzazgi poukładali

Panu Bogu Haczowskiemu.

- Widzę na wysokościach,

Barbaro przydrożna,

siwy kościół.

- O to to!

Jakem przydrożna,

nie znajdziesz w nim

gwoździa;

(Fragment wiersza Mirona Białoszewskiego „Barbara z Haczowa”)

To o haczowskim kościele pisał Miron Białoszewski w ciepłym wierszu „Barbara z Haczowa”. W zasadzie jest to liryczny dialog, w którym święta Barbara z przydrożnej kapliczki opowiada swemu rozmówcy o haczowskiej świątyni i zdradza m.in., że w kościele tym nie znajdzie ani jednego gwoździa. Faktycznie kościół Wniebowzięcia NMP i św. Michała Archanioła ma konstrukcję zrębową – jego ściany tworzą belki łączone w narożach na tzw. zamek. Dzięki temu świątynia mogła zostać wybudowana bez użycia gwoździ. Kościół w Haczowie jest też jedną z najstarszych i największą na świecie świątynią tego typu. Nawiasem mówiąc, wszystkie obiekty UNESCO na Podkarpaciu, mają właśnie konstrukcję zrębową.

Wybudowany w drugiej połowie XV w. kościół w Haczowie przez setki lat służył mieszkańcom wsi. Był dla nich miejscem wyjątkowym między innymi ze względu na cudowną, słynącą łaskami gotycką Pietę (liczącą ponad 600 lat!), którą ponoć przyniosły wody Wisłoka. Dla wiernych z Haczowa i przyjezdnych pielgrzymów cudowna figura Batki Bożej Bolesnej do dziś ma szczególne znaczenie.

Drewniany kościół w Haczowie zdumiewa swym rozmiarem i wiekiem, ale też właśnie niezwykłym wnętrzem. – Wyróżnia się ono pochodzącym z kilku okresów wystrojem malarskim o bogatym programie ikonograficznym i wysokim poziomie artystycznym – mówi Anna Fortuna Marek, historyk sztuki, kierownik rzeszowskiego oddziału Narodowego Instytutu Dziedzictwa. Jak mówi, to te malowidła uczyły Biblii naszych przodków nieumiejących czytać, a dzisiaj, po ponad pięciuset latach, nadal fascynują artyzmem, sposobem przedstawienia i barwną opowieścią. Wśród nich na szczególną uwagę zasługuje gotycka polichromia z końca XV w. ze scenami ze Starego i Nowego Testamentu, z wizerunkami świętych i monumentalną postacią św. Krzysztofa.

Kościół w Haczowie, liczący ponad pół tysiąclecia, uważany do niedawna za najstarszy w Polsce, jest niezwykłym świadkiem historii. A namacalnym tego dowodem są chociażby ryte napisy, które można odnaleźć na zewnętrznych ścianach świątyni, takie jak ten z 1771 roku informujący o powodzi z zaznaczonym poziomem, do którego sięgała woda.

Haczowska świątynia przechodziła różne koleje losu. Do gorszych można zaliczyć lata 70. XX w., kiedy to władze komunistyczne planowały urządzić w niej muzeum narzędzi rolnych. Szczęśliwie, kuriozalny pomysł nie doszedł do skutku, a kościół w Haczowie ma duże szanse być świadkiem historii również dla przyszłych pokoleń.

Więcej o kościele w Haczowie

 

BLIZNE

Kościół Wszystkich Świętych w Bliznem, drugi z kościołów UNESCO na Podkarpaciu, jest nieco mniejszy i tylko trochę młodszy od świątyni haczowskiej, bo pochodzi najprawdopodobniej z trzeciej ćwierci XV w. Jest jednak równie cenny i tak samo wprawia w zachwyt. Patrząc na szlachetną, dostojną bryłę drewnianej świątyni, trudno się spodziewać strojnego, barwnego wnętrza. Tymczasem największym wyróżnikiem kościoła w Bliznem jest właśnie malarstwo ścienne pochodzące z różnych okresów – z XVI, XVII i początku XVIII wieku. Te polichromie to Biblia Ubogich w niesamowicie bogatej odsłonie. Szczególnie ciekawy detal można dostrzec na malowidle przedstawiającym męczeństwo świętych. Oprawcy w tym przedstawieniu mają egzotyczne rysy twarzy. To ewidentne nawiązanie do najazdów tatarskich, które nękały okolice Bliznego.

Z jednym z takich najazdów wiąże się niezwykła legenda. W 1624 r., kiedy wojska tatarskie pojawiły się w Bliznem, mieszkańcy schronili się w kościele. Tatarzy ponieśli klęskę, ale udało im się uprowadzić w jasyr 60 osób. Jak się jednak okazało, mieszkańcy wsi mieli szczególnego opiekuna w osobie Michała Archanioła, który uwolnił więźniów, a najeźdźców przepędził. Miało to mieć miejsce na wzgórzu doskonale widocznym spod bliźnieńskiego kościoła, po drugiej stronie drogi, tam gdzie teraz stoi kaplica św. Michała.

Ciekawostką kościoła w Bliznem jest figura Matki Bożej Królowej Pełnej Łaski znajdująca się w ołtarzu bocznym. Ocalała cudem Madonna jest niezwykle cenna – wyrzeźbiona została ok. 1515 - 1520 r. na podstawie ryciny Albrechta Dűrera.

Jak każda legenda, i ta jest mieszaniną zdarzeń historycznych, bajek i ludowych przekazów. Prawdą jednak jest, że kościół w Bliznem oprócz funkcji religijnych miał znaczenie obronne. Świadczy o tym jego nieprzypadkowe usytuowanie – na wzniesieniu, w miejscu, które niegdyś oblewało rozlewisko rzeki Stobnicy. Obiekt był otoczony wałem, a mieszkańcy Bliznego faktycznie szukali w nim schronienia w razie niebezpieczeństw.

Dzisiaj to szczególne usytuowanie kościoła, o którym pięćset lat temu zadecydowały względy praktyczne, jest szczególnie atrakcyjne ze względów estetycznych. Kościół położony na wzgórzu otoczony jedynie kilkoma zabytkowymi budynkami to wdzięczny temat fotograficzny. Natomiast wspomniane zabudowania to dodatkowy walor tego miejsca. – Czymś obecnie niemal niespotykanym, stawiającym kościół w Bliznem w czołówce zabytków architektury drewnianej, jest zespół zabytkowych drewnianych zabudowań plebańskich, usytuowanych w jego bezpośrednim otoczeniu – przekonuje Anna Fortuna-Marek.

Więcej o kościele w Bliznem

 

RADRUŻ

Już na pierwszy rzut oka widać, że cerkiew w Radrużu pw. św. Paraskewy jest wyjątkowa. Z czego wynika ta wyjątkowość? – Zbudowana najprawdopodobniej pod koniec XVI w. jest jedną z najstarszych drewnianych świątyń obrządku wschodniego zachowanych na terenie Polski i jest przykładem cerkwi typu halickiego starszego – tłumaczy Anna Fortuna-Marek. Innymi słowy, radruska cerkiew wyróżnia się wiekiem, a także kształtem i formą. Ma trójdzielną budowę z wyraźnie wydzieloną częścią dla kobiet, czyli babińcem, nawą, w której modlili się mężczyźni, i prezbiterium przeznaczonym dla służby liturgicznej. Co charakterystyczne, każda z tych części przykryta jest dachem przypominającym namiot. We wnętrzu radruskiej cerkwi podziwiać można cenne polichromie z XVII w. i ikonostas, który powrócił do niej po wielu latach nieobecności.

Świątynia w Radrużu ma jednak także pewne wspólne cechy z pozostałymi podkarpackimi obiektami UNESCO. Ona również stanowiła schronienie dla mieszkańców wsi podczas najazdów i nazywana była nawet Chłopską Warownią. Stąd w jej architekturze można się doszukać cech obronnych, szczególnie jeśli popatrzymy na wieżę, która wchodzi w skład radruskiego kompleksu.  A schronienie mieszkańcom Radruża niewątpliwie się przydawało. Jak głoszą wiejskie podania, jeszcze niedawno na drzwiach świątyni można się było dopatrzyć śladów po tatarskich toporach.

Właśnie w burzliwych czasach najazdów tatarskich Radruż był sceną niezwykłej historii, która rozpala wyobraźnię bardziej niż tureckie telenowele. Odniesienie do tureckich seriali jest tu nieprzypadkowe, bo w historii tej główną bohaterką jest piękna kobieta porwana w jasyr, która została sułtanką, a po 27 latach wróciła w rodzinne strony, zaskakując tym wszystkich, a najbardziej swego męża, który przekonany o śmierci żony, zdążył się ponownie ożenić. Historia branki z Radruża jest tym ciekawsza, że potwierdzona historycznie. Ową kobietą była żona wójta radruskiego, Maria Dubniewiczowa. Według lokalnej legendy historia ta miała ciąg dalszy. Otóż sam wójt, Wasyl Dubniewicz, miał być rzekomo tak zdruzgotany faktem posiadania dwóch żon, że w ramach wiecznej pokuty kazał się pochować pod progiem cerkwi, aby wchodzący do środka wierni nadeptywali na jego grób. Faktem jest, że przy samym bocznym wejściu znajduje się mogiła. Pochowany jest tam jednak Eljasz Dubniewicz, ojciec Wasyla.

Na koniec warto dodać, że cały kompleks cerkiewny w Radrużu wpisuje się pięknie w nieprzekształcony roztoczański krajobraz. Dzięki temu radruska świątynia jest jeszcze bardziej atrakcyjna turystycznie i stanowi doskonały cel pieszych wycieczek kuracjuszy z pobliskiego uzdrowiska w Horyńcu-Zdroju czy rowerowych eskapad, szczególne, że przebiega tędy szlak rowerowy Green Velo.

Więcej o cerkwi w Radrużu

 

CHOTYNIEC

Lokalna legenda głosi, że pierwotnie cerkiew w Chotyńcu stała 8 km dalej. Obecną lokalizację wskazała ponoć sama Matka Boska, a świątynię miały przeciągnąć woły.

Architektura wzniesionej na samym początku XVII w. drewnianej świątyni w Chotyńcu zdradza nam od razu, że mamy do czynienia z cerkwią. Jednoznaczną wskazówką są typowe kopulaste dachy. Wsparte na ośmiobocznych bębnach stanowią zadaszenie dla każdej z trzech części świątyni – babińca, nawy i prezbiterium. Jednak najbardziej charakterystycznym elementem cerkwi Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy w Chotyńcu jest unikatowa, zewnętrzna galeria zlokalizowana nad babińcem, prowadząca do dawnej kaplicy górnej.

Skąd w tej uroczej drewnianej świątyni aż dwa poziomy? Otóż jeszcze na początku XVIII w. kościół greckokatolicki zakazywał odprawiania więcej niż jednej liturgii w ciągu dnia. W związku z tym, że liczba wiernych na tych terenach była duża, wyodrębniono niejako cerkiew w cerkwi, aby można było w Chotyńcu odprawiać dwie msze na dzień. Kaplica zlokalizowana na piętrze otrzymała własny ikonostas i wezwanie Zwiastowania. Niestety zlikwidowano ją w XIX w.

Jeszcze jednym elementem cerkwi, przy którym warto się zatrzymać, są polichromie. Szczególnie cenna jest dekoracja malarska pochodząca z 1735 r. przedstawiająca scenę Sądu Ostatecznego. – To unikatowe, wielostrefowe przedstawienie, zakomponowane na prawie całej powierzchni ściany stanowi cenny i rzadki przykład monumentalnego malowidła ściennego zachowanego w drewnianej cerkwi, powstałego pod wpływem malarstwa zachodniego – tłumaczy Anna Fortuna-Marek.

Dla rowerzystów: Cerkwie w Chotyńcu i Radrużu, można odwiedzić, podróżując trasą rowerową Green Velo. Długość trasy na Podkarpaciu wynosi ponad 400 km.

Losy chotynieckiej cerkwi były tak zmienne, jak dzieje samej wsi Chotyniec. Swego czasu, jak już wspomniano, wiernych było tak wielu, że potrzebne były dwa poziomy, aby ich pomieścić. Przed II wojną światową we wsi mieszkało niemalże 3 tys. osób, głównie wyznania greckokatolickiego.  Potem jednak zawierucha wojenna i późniejsze wysiedlenia całkowicie zmieniły obraz Chotyńca. Gdy w latach 50. XX w. niewielka grupa grekokatolików powróciła do wsi, cerkiew była już użytkowana jako kościół rzymskokatolicki, a 30 lat później została zamknięta. Szczęśliwie w latach 90. powołano do życia na nowo parafię greckokatolicką, a wraz z nią ożyła i cerkiew. Dziś odremontowana świątynia na nowo przeżywa okres świetności. Cerkiew żyje nie tylko dlatego, że wymieniono zmurszałe belki i odnowiono polichromie, ale przede wszystkim dzięki niewielkiej, ale aktywnej społeczności grekokatolickiej.

Więcej o cerkwi w Chotyńcu

 

SMOLNIK

Cerkiew w Smolniku nad Sanem jest młodsza od przedstawionych wcześniej świątyń, bo wybudowana w 1791 r. W odróżnieniu od pozostałych obiektów UNESCO na Podkarpaciu wnętrze smolnickiej cerkwi zostało urządzone współcześnie. Oryginalne wyposażenie w dużej mierze przepadło w zawierusze dziejowej, a ocalałe elementy można podziwiać w muzeach we Lwowie i Łańcucie. Mimo tego cerkiew w Smolniku to nadal obiekt wyjątkowy (na miarę UNESCO), przede wszystkim dlatego, że wybudowany jest w stylu bojkowskim. – Skromna, niewielka, ale bardzo charakterystyczna bryła świątyni złożona jest z trzech podstawowych części stanowiących jakby oddzielne, dostawione do siebie całości, z osobnymi, łamanymi dachami namiotowymi. Symetria i centralność, te dwie tak charakterystyczne cechy cerkwi bojkowskich, są w Smolniku dobrze widoczne – wyjaśnia Anna Fortuna-Marek.

Przed wojną na południowo-wschodnim krańcu Polski można było znaleźć wiele podobnych obiektów. Bojkowskie cerkwie stały chociażby w pobliskich bieszczadzkich wsiach: Stuposiany, Caryńskie i Wołosate. Dzisiaj przyjmuje się, że smolnicka cerkiew wśród trzech świątyń bojkowskich, które przetrwały, jest tą najlepiej zachowaną.

Gdy popatrzymy na samotnie stojącą na wzgórzu uroczą drewnianą świątynię i wyobrazimy sobie, że kiedyś stała ona pośrodku dobrze prosperującej wsi, zrozumiemy, jak wiele zmieniło się przez okres II wojny światowej i w wyniku wydarzeń po niej. Przed wojną Smolnik liczył czterokrotnie więcej mieszkańców niż dzisiaj, a smolnicka cerkiew stanowiła centrum życia, nie tylko dla grekokatolików. Na mszę przychodzili tu też Polacy, którzy do kościoła rzymskokatolickiego mieli daleko, a także ewangelicy, którzy przybyli z Austro-Węgier do pracy w przemyśle drzewnym. Po perturbacjach wojennych i powojennych wszystko się zmieniło, a smolnicka cerkiew pozostała jedynym świadkiem zarówno szczęśliwych, jak i bardzo dramatycznych chwil w życiu dawnych mieszkańców tych okolic. Bojkowie – lud, który przed wojną przeważał w Bieszczadach, nie przetrwał. Nie przetrwały też bojkowskie wsie. Zatem cerkiew w Smolniku jest unikatowym, autentycznym elementem dawnego krajobrazu kulturowego, który już nie istnieje.

Z perspektywy turysty cerkiew w Smolniku nad Sanem ma jeszcze jeden wyjątkowy wyróżnik. Jest nim lokalizacja – w sercu Bieszczadów, u stóp Trohańca, nieopodal szlaków pieszych i konnych , przy dużej obwodnicy bieszczadzkiej. Koniecznie trzeba zboczyć z trasy, aby odwiedzić ten wyjątkowy obiekt.

Więcej o cerkwi w Smolniku

 

TURZAŃSK

Doskonale wkomponowana w górzysty krajobraz na granicy Bieszczadów i Beskidów, w Turzańsku nad rzeką Osławą, stoi urocza cerkiew św. Michała Archanioła. Można powiedzieć w uproszczeniu, że wszystko w niej jest łemkowskie, a w zasadzie wschodnio-łemkowskie.

Historia Łemków na pograniczu beskidzko-bieszczadzkim jest podobna do historii Bojków w Bieszczadach. Jeszcze przed II wojną światową byli główną grupą etniczną nad Osławą. Po wojnie miały miejsce wysiedlenia i wydawało się, że Łemkowie już nie wrócą.

Została natomiast świątynia – drewniany świadek historii. Zarówno jej architektura, jak i wystrój związane są z kulturą łemkowską. Wybudowana została w latach 1801–1803 w bardzo charakterystycznym stylu wschodnio-łemkowskim. Typowe cechy tej świątyni to trójdzielny, wydłużony plan, równa wysokość zrębu ścian trzech głównych części świątyni i przede wszystkim pięć okazałych baniastych hełmów wieńczących główne części cerkwi. – Analizując jej wygląd zewnętrzny wydaje się, że cerkiew w Turzańsku stanowi niezwykłe, twórcze przetworzenie archetypu murowanej cerkwi bizantyńskiej. Ewidentnie świadczy o tym wprowadzenie hełmów nie tylko nad głównymi członami świątyni, ale także nad dwiema symetrycznymi zakrystiami – wyjaśnia Anna Fortuna-Marek. Taka architektura jest czymś unikatowym, spotykanym jedynie na terenach pogranicza łemkowsko-bojkowskiego i kojarzona jest właśnie z doliną rzeki Osławy.

Drugim wyróżnikiem turzańskiej świątyni, który jeszcze mocniej wiąże ją ze społecznością łemkowską, jest ikonografia. Twórca polichromii, Josyf Bukowczyk, osadził kilka z przedstawianych scen w realiach Łemkowszczyzny z końca XIX w., a więc w czasach kiedy malowidła powstawały. W cerkwi znajdziemy przedstawienie Chrystusa nawiedzającego łemkowską rodzinę, Łemka siejącego zboże, a także piękny górzysty krajobraz, do namalowania którego za inspirację posłużyły prawdopodobnie okoliczne bieszczadzkie i beskidzkie wzgórza.

Co ważne, Łemkowie jednak wrócili w te okolice i od lat 60. XX w. w Turzańsku funkcjonuje parafia prawosławna. Dzięki tej niewielkiej społeczności łemkowskiej cerkiew nie tylko stoi, ale i żyje.  

Więcej o cerkwi w Turzańsku

 

Tekst powstał dzięki konsultacji z panią Anną Fortuną-Marek, kierownikiem Oddziału Terenowego Narodowego Instytutu Dziedzictwa w Rzeszowie.

 

Fotografia tytułowa: Michał Bosek